Jest realna szansa, że beznadziejność i bezrobocie stanie się piętnem każdego nowego pokolenia w Polsce.
Przedstawiciele każdej nowej generacji chcący cokolwiek zdziałać, stworzyć czy zaistnieć, czyli poeci, muzycy czy malarze ze zdumieniem stwierdzają, iż budzą się z ręką w nocniku polskiej rzeczywistości. Żadnych perspektyw czy nawet szans na jakikolwiek rozwój, a o promocji ich działalności można spokojnie zapomnieć. Wszystko uzależnione jest nie od ich talentu lecz najczęściej od "widzimisię" lokalnego "mecenasa" kultury, jego gustów, zapatrywania na świat i całej szeroko pojętej "filozofii" patronatu nad zdolnymi ludźmi.
Zadziwiające jest to, że od czasu PRL-u nic się w tej dziedzinie nie zmienia.Wciąż obowiązują te same normy i sposoby działania. Kolejne pokolenia spalają swoje pomysły w realiach szarej, monotonnej, małomiasteczkowej rzeczywistości. O ile w "tamtych" czasach młody artysta, muzyk czy malarz mógł znaleźć jakąkolwiek inną pracę teraz skazany zostaje najczęściej na bezrobocie.
Bezrobocie to "wynalazek" obecnej rzeczywistości i ze zdumieniem można zauważyć, że w tej materii na przestrzeni długiego czasu nic się nie zmienia czyli, że bezrobocie kwitnie i ma się dobrze. Nic na razie nie grozi zachwianiu tego status quo. Pracę maja ci, którzy mają znajomości- taki pogląd obowiązuje w całym kraju. I rzeczywiście wszędzie można zaobserwować różnego rodzaju ciche przyjęcia do zakładów pracy.
Wiadomo, że jeżeli ktoś ma znajomości czy układy w urzędach, ten da sobie radę w życiu. Proszę zapytać urzędników niektórych instytucji czy też polityków, czy mają w rodzinie chociaż jednego bezrobotnego. Spodziewam się, że najczęściej odpowiedź będzie negatywna. Wyszłoby na to, że politycy spełnili swoje przedwyborcze obietnice dotyczące zwalczania bezrobocia. Co prawda jedynie w odniesieniu do własnej rodziny czy przyjaciół, ale zawsze.
Z samymi urzędnikami sprawy mają się nieco inaczej. W wielu miejscowościach w Polsce nierzadko "kwitną" urzędy w których dziwnym trafem zatrudnione są całe rodziny czy też gromady znajomych. Ciocia pisze urzędowe pismo do wujka, kuzyn odsyła petenta do stryjecznego brata swojej szwagierki, a w pokoju obok siedzą kolesie z podwórka lub sąsiedzi zza miedzy.
Zdecydowanie w tych miejscach zawód urzędnika przechodzi z pokolenia na pokolenie, czyli że córka czy syn dajmy na to bezrobotnego Pana Kowalskiego będzie za jakiś czas szukać pracy u córki czy syna urzędnika Pana Iksińskiego. Uuu-uppps! Przepraszam! Będzie przez niego prawdopodobnie odsyłany z kwitkiem zupełnie tak jak najczęściej dzieje się to dziś.
Jak było z dziedzicznością urzędniczych zawodów za czasów zgniłej komuny? Zostawiam Państwu ten temat do osobnych przemyśleń.
W naszym demokratycznym państwie mamy swobodne prawo decydować podczas wybo-rów. Dziwnym trafem na scenie politycznej królują te same twarze, ci sami ludzie zmieniający nierzadko partie i poglądy niczym rękawiczki. Czy to jest normalne? Ludzie, którzy maja zapewniać państwu stabilność sami są chwiejni w poglądach? Czy zatem można dziwić się, że mamy w kraju tak jak mamy? Politycy, którzy od kilkunastu lat nie potrafili zdziałać nic sensownego nadal obiecują, tumanią i kłamią. Przynajmniej część z nich. W czasach, kiedy polityka przypomina kabaret lub gangsterski film trudno aby coś dobrego działo się w Polsce.